piątek, 9 sierpnia 2013

Agnieszka Stein o Montessori

Jak mówię o Montessori, to wiele osób ma wątpliwości. Często mają one postać pytań o to, jak dziecko, które "nie musi się słuchać", "robi to, na co ma ochotę" będzie umiało odnaleźć się przy przejściu do normalnej szkoły (albo w normalnym życiu).

No i dziś doznałam oświecenia (i oczywiście dziwię się sobie trochę, że dopiero teraz).
Dzieci montessoriańskie i inne. Jedne są zdyscyplinowane, ciche, skupione, orientują się szybko co i jak. Inne zagubione, potrzebują, żeby dorosły im powiedział, co trzeba robić i jak się zachowywać. Niezależnie od tego, czy dorosły jest i kontroluje, czy dzieci muszą się same kontrolować te montessoriańskie radzą sobie lepiej.
Powód jest prosty. W pedagogice Montessori ogromny nacisk kładzie się na wspieranie u dzieci samokontroli i samoregulacji.
Nie uczy się dzieci posłuszeństwa. Ale wspiera je, żeby uczyły się zachowywać adekwatnie do sytuacji. Nie pilnuje się ich tak bardzo, żeby mogły uczyć się tego, jak pilnować się samemu.

1 komentarz:

  1. Kiedyś Montessori było dla mnie objawieniem. Teraz to jest kolejna metoda nauczania. Nie przekonuje mnie.
    Póki co, nastawiamy się na szkołę demokratyczną (wolnościową).
    ________________
    porozumienie bez przemocy

    OdpowiedzUsuń