środa, 17 kwietnia 2013

środa


 Podjęliśmy dzisiaj próbę porannego siadania na nocnik. Synek zażądał totalnego negliżu i baji. Bardzo mu się podobało siedzenie i cały czas powtarzał "kupa, siku" ale na gadaniu się skończyło :)





 Przy śniadaniu wręczyłam synkowi prezent - zwierzątka pacynki z Ikei. Dzidziol był zachwycony i zastrzelił mnie tekstem "Zoo brum brum!". Próbuję się upewnić i pytam - "Chcesz jechać do zoo?", synek - " Tak, zoo, brum brum". Na szczęście po porannym deszczu wyszło słońce i wyprawa do zoo była dobrym pomysłem.


Weszliśmy na teren zoo i synek już wiedział którędy trzeba iść do małp i że po drodze są papugi :)

WRESZCIE MOGLIŚMY PODZIWIAĆ FLAMINGI NA ZEWNĄTRZ






W tym miejscu, z dala od zwierząt i zwiedzających spędziliśmy ok. 5 minut. Patrzyłam, jak moje dziecko krzycząc "góra" biega w kółko.





Próby negocjacji - "Dam ci łopatkę a ty mi grabki"

 "hmmm, kto ma moją łopatkę..."


 'Teraz już chcę swoją łopatkę"
Udało mi się nauczyć synka, żeby nie reagował rykiem i histerią, kiedy będzie chciał czyjąś łopatkę lub grabki, tylko żeby próbował się dogadać. Bardzo mu się to spodobało i co chwilę podchodził do dzieci i się wymieniał.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz